Felieton – Język to nasz skarb

 

Kawałek stołeka

Z czasów uczniowskiej młodości pamiętam anegdotę rozpowszechnioną przez jedną z lubelskich gazet o nazwie „Sztandar Ludu”. Otóż do dyrektora poczty, który nazywał się Dudek, przyszedł profesor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, wybitny filolog-językoznawca, nazwiska nie zapamiętałem, niestety. Zapytany, do kogo przyszedł, odpowiedział: Do pana dyrektora Dudka.
-Nie do pana Dudka, tylko do pana Dudeka! – poprawiła go sekretarka, najwyraźniej przyzwyczajona do takiego sposobu odmiany nazwiska szefa.
-W dodatku musi pan chwilę poczekać – dodała.
Profesor skwitował rzecz wymyśloną naprędce rymowanką:
-A więc ja wezmę kawałek stołeka
I będę czekał na pana Dudeka!

Nie wiadomo czy anegdota przyniosła jakiś efekt doraźny, a więc czy pracownicy poczty zaczęli mówi o swym szefie jako Dudku, ale studenci filologii na UMCS dzięki niej do końca życia będą pamiętać, że nazwiska pochodzące od rzeczowników pospolitych podlegają zasadom deklinacji. I podlegają naturalnym „ciągotom” języka polskiego do skrótów. Dlatego nie mówimy i nie piszemy koteka, lecz kotka, mając na myśli małego kota, nie mówimy swetera, lecz swetra, gdy zabrakło nam tego detalu garderoby, choć już słowo seter deklinuje się inaczej: setera, seterowi, itp.

Cóż, nie wszyscy są, nie wszyscy byli studentami filologii. Swego czasu znakomity piosenkarz, pieśniarz właściwie, Czesław Wydrzycki po przybraniu artystycznego pseudonimu Niemen, uznał jego odmianę: Niemen, Niemna, Niemnowi, za jak najbardziej zasadną, skoro tak odmienia się nazwę rzeki, której nazwa posłużyła artyście za pseudonim. Nic to nie dało, do dziś mówi się nie o Czesławie Niemnie, lecz o Niemenie.

Sam, wprawdzie rzadko, spotykam się z udziwnioną i niegramatyczną odmianą mojego nazwiska: Żagiel – Żagiela (choć przed laty, w stronach, z których wywodzi się moja rodzina, a więc z Litwy, tak je odmieniano). Nie gniewam się, ale prostuję: jeśli Żagiel, to po prostu Żagla. I dziwię się bardzo gdy pewien właściciel pewnego pięknego nazwiska o niemieckich niewątpliwie korzeniach Gelter, wścieka się słysząc odmianę Geltra, Geltrowi, o Geltrze.

Wprawdzie spotykamy wyjątki w deklinacji nazwisk obcych, jeszcze nie „zaaklimatyzowanych” w polszczyźnie, ale przecież i tu zasada jest ta sama. I nikt nie mówi inaczej o słynnym reformatorze religijnym jak tylko o Marcinie Lutrze, nie o Luterze, nikt nie mówi inaczej o słynnym filozofie, jak tylko o Georgu Heglu, nie zaś o Hegelu.

Przyznaję, zupełnie nie rozumiem, skąd bierze się w ludziach, operujących nazwiskami, potrzeba tworzenia deklinacyjnych dziwolągów, jakby normalna odmiana czyniła im jakąś ujmę, zaś odmiana udziwniona miała uszlachetniać czy dodawać dostojeństwa. W rzeczywistości jest to albo niedouczenie albo są to jakieś niezrozumiałe kompleksy (jeśli kompleksy mogą być zrozumiałe).

Tekst i fot: Stefan Żagiel

 1,993 razy wyświetlono tą stronę

reklama
logo z sową okładka 4 okładka 2 okłądka 5 okłądka 7
Tagi: